Kiedy pierwszy raz weszłam w interakcję z tureckim niemowlęciem w postaci siostry mojego boja - nie onieśmielił mnie fakt nieznajomości tureckiego.
Bobasy mają w nosie w jakim języku mówi buzia tej Pani.
I jak wszystkie polskie dzidziusie i ten maluszek polubił zabawę w "a kuku", polegającą na chowaniu się, gwałtownym "odsłanianiu" i kukaniu. Głupie to strasznie, ale jak dzieciak się śmieje to i nakręca do jeszcze intensywniejszej zabawy.
Domownicy uśmiechali się pod nosami, coś tam mówili, ale jestem już przyzwyczajona do obgadywania mnie przy mnie i nie robię z tego powodu awantur. Zawsze sobie myślę, że mówią coś miłego... :p
I tak się bawiłyśmy przez wieeeele miesięcy, przy każdej okazji, przy ludziach, nie przy ludziach, kiedy wszystkie inne zabawy nudziły się po pięciu minutach, a kukanie zawsze konczyło się słodkim rechotem małej.
Któregoś razu zostałam oświecona przez postronną koleżankę. Kuku znaczy tyle co.. cipka.
Dziękuję.
Kurtyna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język turecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język turecki. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 sierpnia 2014
środa, 16 lipca 2014
W Turcji mówi się po turecku
Kiedy przyjeżdżali do mnie do Polski zagraniczni goście – moi znajomi, nawet jeśli niezbyt odważnie, to jednak – posługiwali się językiem angielskim. Kto mógł – przełączał się nawet w rozmowach z innymi Polakami, by ów gość nie czuł się niekomfortowo. I jedynie w momencie absolutnej pustki w głowie – przepraszał i pozwalał sobie na użycie kilku zdań w języku ojczystym.
Tak też wyobrażałam sobie Turcję.
Jeszcze zanim tu zamieszkałam na stałe, a wpadłam w odwiedziny, trochę pogniewałam się na mojego ukochanego, że podczas spotkania ze znajomymi (polilingwistycznymi) – znaczna większość rozmowy toczyła się poza moim obrębem zrozumienia.
Moja polska koleżanka, którą miałam przyjemność poznać podczas jednego z takich spotkań, mająca kilkumiesięczne doświadczenie w życiu na tureckiej ziemi, powiedziała po prostu „zapomnij, że Ci się uda”. To apropos moich wielkich planów resocjalizacji najbliższego otoczenia.
Wszystko stało się oczywiste, kiedy przeprowadziłam się tu na stałe i conajmniej kilka razy w tygodniu mam możliwość przebywania w jakiejś grupie osób. Stało się dla mnie jasne, że tego poprzedniego razu powinnam być raczej wdzięczna za specjalne traktowanie i używanie od czasu do czasu mowy angielskiej.
Jedno z rodzinnych spotkań – ja i trzy osoby. Wszystkie posługujące się językiem angielskim. Po wymianie kilku zdań przyszedł czas na turecki i tak też pozostało przez 2 godziny wspólnego biesiadowania przy stole.
Możnaby rzec – dobra okazja do osłuchania się z językiem.
W moim osobistym odczuciu, po osłuchiwaniu się z językiem od miesiąca, stwierdzam – że jeśli nie rozumie się nic – nic nie da samo słuchanie. Dawno już nie zaczynałam się uczyć jakiegoś języka obcego, zawsze unikałam tego jak ognia, bo nie lubię robić rzeczy, które nie wychodzą mi dobrze. Wniosek – jeśli dalej tak pójdzie – moje życie towarzyskie umrze zanim się zacznie.
To nie wszystko. Mimo tego, że Turcja jest krajem dobze rozwiniętym, jest prawie w Europie, jestem w Stambule (czytaj: największym mieście) – po opuszczeniu ścisłego centrum i turystycznej strefy – szanse spotkania anglojęzycznego sprzedawcy w sklepie spożywczym graniczy z cudem. Płacenie za zakupy odbywa się wówczas wystawianiem wszystkich pieniędzy i pozwoleniem sprzedawcy na samodzielne zgromadzenie należnych lir i kuruszów. Chyba mi się nie zdarzyło, że takowy wziął sobie więcej niż powinien – ale kto wie.
Ponadto – schody napotykamy niemal wszędzie. Język turecki jest wyjątkowy pod tym względem, że niemal wszystkie nowe słowa (prócz trafika, televisyona i telefona) – Turcy mają swoje. Ot chociażby niewinny komputer, który w wielu wariantach występuje na całym świecie w podobnej formie. W Turcji, do facebooka, służy bilgisayar. Niewiele słów polskich czy angielskich – w swoim odpowiedniku tureckim, brzmi podobnie.
W związku z powyższym…
W ciągu ostatniego miesiąca miałam okazję robić pranie samodzielnie 2 razy. Za pierwszym razem do pojemnika na płyn do płukania trafiło mydło w płynie (pachniało najintensywniej ze wszystkich butelek w szafce), za drugim płyn do mycia podłóg (drogą eliminacji, mając jeszcze do wyboru siarczyście pachnący turecki domestos).
Sytuacje, które opisuje, z perspektywy czasu, wydają mi się w moim przypadku jakkolwiek in plus. Być może gdybym mogła śmiało komunikować się z każdym w języku angielskim, czy mogła dzięki domysłom zrobić pranie jak należy – nawet nie zaczęłabym się uczyć turkczyzny. Albo uczyłabym się wolno. Albo od niechcenia. Bat nad głową jest najsilniejszą motywacją dla mnie – uczę się więc niemalże codziennie.
Wrażenia początkującej imigrantki
5 grudnia A.D 2013 przeleciałam 2000 km i wylądowałam w Stambule.
Pierwszy miesiąc zleciał jak torpeda, choć mam wrażenie, że jestem tu od lat.
Oto spostrzeżenia początkującej emigrantko imigrantki, pierwsze wrażenia i przemyślenia.
Stambuł
Miasto zasługuje na obszerną, osobną notkę i taką planuje na najbliższą przyszłość.
Zauważyłam, że źródła nie podają jednogłośnie ile mieszkańców ma Stambuł. Ani źrodła fachowe, ani wikipedia, ani autochtony. Liczba mieszkańców Stambułu waha się wg tych danych od 12 do 18 milionów (!!!). Co daje nam drugą pozycję w rankingu najbardziej ludnych miast świata.
Jesli ktoś wyobraża sobie wyjazd do innego dużego miasta, poruszanie się po nim, robienie zakupów, jedzenie i oddychanie – w jakiś sposób, z całą pewnością i z całym szacunkiem do poziomu wyobraźni czytelnika mogę stwierdzić – jest to błędne wyobrażenie. Stambuł nie jest po prostu dużym miastem. To jest Stambuł.
Liznęłam tę metropolię zarówno turystycznie jak i życiowo – mogę stwierdzić, że wciąż nie mogę rozpoznać czy dominuje tu smak słodki czy gorzki. Dam znać za parę lat.
Do rzeczy.
Żyję w najbardziej zakorkowanym mieście Europy (lub Azji – ponieważ Stambuł obejmuje obszar obu tych kontynentów, z cieśniną Bosfor pośrodku). Słowo korek, dla przeciętnego europejczyka, również jest czymś innym niż dla miejscowych. Korki ciągną się kilometrami. Codziennie. Rytm dnia, jeśli oczywiście nie ma się stałej pracy biurowej i można sobie na to pozwolić, wyznaczają mieszkańcom godziny szczytu i zauważyłam, że wszyscy wyposażeni w smartfony biegle posługują się aplikacją mierzącą natężenie ruchu na tutejszych ulicach. I nie wychodzą z domu o pewnych porach. Czekają, lub spieszą się by zdażyc przed korkiem.
Zastanawiam się czy styl jazdy turków jest pomocny czy wręcz potęgujący zatkane drogi. Jeżdzą szybko, pchają się, odległości między autami można liczyć szkolną, piórnikową linijką, między samochodami jakimś cudem przechodzą piesi nie zważając na światła czy brak zebry, wszyscy trąbią, czasem krzyczą, gaz, hamulec, gaz, hamulec, rura….
Ciąg dalszy tematu nastąpi.
Komunikacja miejska
O ile mieszkańcy centrum mają całkiem dobrą sytuację, bo wszędzie W MIARĘ blisko, tak my – mieszkańcy pozostałych dzielnic już tak różowo nie mamy. Środków lokomocji w Stambule jest kilka: autobusy fioletowe, autobusy żółte, taksówki, duże śmieszna taksówki zabierające ok. 8 osób, metrobus – połączenie autobusu z metrem, metro, tramwaje, tramwaje wodne, łódeczki, małe śmieszne niebieskie autobusiki… I każdy z tych środków lokomocji ma inne zasady funkcjonowania , nie do końca dla mnie jasny, dlatego ciąg dalszy nastąpi…
Ludzie
Ciekawym zjawiskiem dla mnie jako Polki, jest kolorystyka.
Z racji tego, że rodziciele mojego wybranka są nauczycielami – miałam okazję odwiedzić kilkkakrotnie turecką podstawówkę. Widok grupy biegających dziecki, ubranych jednokowo, mających identyczny kolor włosów, oczu i odcień cery – budzi skojarzenia z atakiem klonów
Moja nieprzyzwyczajona percepcja prawdopodobnie wymusiłaby na mnie wytężenie wzroku kilka chwil więcej by odróżnić jednego słodziaka od drugiego
Przepraszam 
O ludziach ciąg dalszy nastąpi..
Język
W Turcji mówi się po turecku
Ludzi mówiących po angielsku nie jest wcale dużo. Młodzi owszem – ale niezbyt często. Proszę wybaczyć – nie znam statystyk, jedynie subiektywne odczucie początkującej, stad dość ogólne wyjaśnienei tematu. I nawet jeśli towarzystwo angielski zna, głównie używa tureckiego – a już na pewno w porozumiewaniu się między sobą. Co wiąże się z wielokrotnym w czasie jednej rozmowy wyautowaniem obcokrajowca z topiku.
Nie skarżę się – jest to doskonała motywacja do tego, by języka się nauczyć, a uważam, że języków obcych uczyć się trzeba. A już zwłaszcza mieszkając w kraju, w którym jest on urzędowym.
Ciąg dalszy o tym nastąpi.
Widoki
Wow. Dziękuję. Ciąg dalszy nastąpi.
Jedzenie
Nie tęsknię za polską kuchnią. Nie dlatego, że nie mamy pysznosci na polskim stole. Nie dlatego, że jest tu mnóstwo zamienników/odpowiedników polskiego jedzenia (nie ma).
Jedzenie jest tak przepyszne i tak inne, i tak dużo różnego, że wciąż jestem ciekawa co przyniesie następny dzień. Jedno jest pewne – nigdzie nie jadłam tak pysznych bakłażanów jak tutaj.
Niewątpliwie sporym zaskoczenie jest brak korzenia pietruszki w sklepach pełnych najrozmaitszych rodzajów warzyw. Konkluzja – rosół też jest dobry bez pietruszki.
O jedzeniu ciąg dalszy nastąpi.
Tyle na dziś… w pigułce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)